Jak cię widzą, tak cię piszą czy jak cię piszą, tak cię widzą?

„Niesprawdzona lub kłamliwa pogłoska, powodująca utratę dobrego wizerunku osoby, której dotyczy.”

Tak Wikipedia mówi o plotce. Więc, skoro nawet ta jakże często odwiedzana, zwłaszcza przez gimnazjalistów strona, mówi, że plotki to niesprawdzone kłamstwa, to czemu ludzie w nie wierzą? Ba, jeszcze żeby tylko wierzyli! Oni także przesyłają to innym! Nie wiem, gdzie ich szare komórki wyjechały na wakacje, być może do Egiptu i zachorowały na zemstę faraona, a wszystko przez to, że zabrakło im butelkowanej wody i napiły się tej z Nilu, ale inni ludzie dosadnie odczuwają ich brak.

Dajmy na to, niech jakaś strona, „xyz: plotki i newsy”, doda artykuł o bardziej lub mniej znanej osobowości, załączając jej niekorzystne zdjęcia i już cały internet tylko o tym mówi (chociaż właściwie to raczej pisze). Wystarczy dodać zdjęcie gwiazdy, wchodzącej wieczorem do nieznanego apartamentu i wychodzącej rano, kiedy paparazzi prawie zasypiający na drzewie wykorzystuje okazję i cyka jej kilka fotek. Sensacja gotowa. A jutro na „xyz: plotki i newsy” pojawia się wpis o tym, że świeżo upieczona rozwódka spędziła upojną noc z panem Abcdef w jego domu.

Tylko, że przecież nikt nie spyta jej, co tam robiła. Nikogo nie obchodzi to, że może rozwód wpłynął niekorzystnie na jej psychikę i całą noc spędziła wypłakując się swojemu przyjacielowi w rękaw i paskudząc jego najlepszą koszulę gilami, które bynajmniej nie były gatunkiem ptaków tylko nieprzyjemną, zieloną wydzieliną wypływającą z nosa naszej gwiazdy. Nawet w głowach jej wiernych fanów, którzy zawsze patrzyli na nią z wielkim szacunkiem zasiane jest ziarnko niepewności. Wraz z kolejnym skandalem to ziarenko kiełkuje, aż w końcu wyrasta z niego olbrzymia roślina. Fani odchodzą. I tyle.

Gdybym to ja była tą gwiazdą, to prawdopodobnie zsikałabym się ze śmiechu widząc moje zdjęcia w jakimś szmatławcu, jeszcze sama polajkowałabym je i udostępniła na facebooku, ale nie wszyscy są tacy jak ja (naprawdę wielka szkoda!) i nie każdy poradziłby sobie z taką sytuacją. No bo tak szczerze, to nic przyjemnego. Nic nie dadzą twoje wyjaśnienia, bo niby jak masz udowodnić, że nic między wami nie było? Nie było tam kamery, która potwierdziłaby twoją wersję. Znając nasz wspaniały XXI wiek, 78% ludzi postawionych w tej sytuacji wpadłoby w jakiś nałóg, co z kolei wywołałoby kolejną aferę. I tak w kółko. Prawie jak nauka jazdy po rondzie. Widzieliście kiedyś naukę jazdy na rondzie, która robi kilkanaście kółek? No, to mniej więcej tak wygląda. Wszyscy obserwujący to zdarzenie są wkurzeni na kursanta/kursantkę. Wyzywają od najgorszych. A nie postawią się w jego/jej sytuacji. Nie wiedzą, że instruktor jest surowy i strasznie krzyczy, a osoba za kierownicą jest zestresowana gorzej niż dziewczyna kiedy dostanie pierwszego okresu. Nikt nie postawi się w sytuacji gwiazdy, bo według nich jest zwykłą szmatą, która przespała się z kimś od razu po rozwodzie, a może przed rozwodem też.

Może zabrzmi to trochę jak kazanie, ale brak na początku słów „umiłowani w Chrystusie Panu” świadczy, że to jednak nie jest przemówienie duchownego. Nie wierzcie we wszystko, o czym pisze telewizja. Pamiętajcie, że wasze własne zdanie to nie plastyka, czy muzyka w gimnazjum – ono jest w życiu serio ważne. Póki co, to ja się stąd zmywam, i wiem, że nie skończyłam posta jak należy, ale… tak właściwie, nie mam czasu na nic, a po prostu nie mogłam się oprzeć, żeby napisać pierwszą notkę. Do zobacze- yyy, przeczytania!

Reklamy